Wyrastałem i byłem wychowany w tradycji wielkiego szacunku dla Konstytucji 3 Maja i jej twórców. Niedawno minęła 218 rocznica tego wydarzenia. Wielokrotnie podkreślałem, że nie jestem historykiem, ale historia – tymbardziej nasza polska historia – zawsze mnie fascynowała, bo widzę w niej jakąś kontynuację żywego związku między tym co się wydarzyło i tym co jest dzisiaj. Dlatego proszę ekspertów w tej dziedzinie, aby byli łagodni wobec faktu, że inżynier, który jest dyletantem w tych sprawach ośmiela się zabrać głos. Mimo to, chciałbym nawiązać do Konstytucji, tylko z innego punktu widzenia. Żyjąc w Kanadzie jesteśmy najbliższymi sąsiadami Stanów Zjednoczonych, oglądamy amerykańską telewizję, często słuchamy amerykańskich stacji radiowych. Osobiście bardzo lubię słuchać Paula Harveya, świetnego gawędziarza przypominającego różne interesujące fakty. Ważne detale zawsze zostawia na koniec dodając: „a teraz posłuchajcie reszty opowieści”. Mówię o tym dlatego, bo nie jest tajemnicą, że wielu Polaków zarówno w Starym Kraju jak i w Stanach bardzo lubi podkreślać historyczne związki między Polską i Ameryką. Są nawet i tacy, którzy z uporem twierdzą, że kontynent amerykański wcale nie został odkryty przez niejakiego Krzysztofa Kolumba z Genui, tylko w 12 wieku przez Polaka Jana z Kolna (Joannis Scolvenius). Oczywiście nie ma na to żadnych dowodów historycznych i nie mam zamiaru uczestniczyć w tego rodzaju debatach. Z drugiej strony jest faktem historycznym nie podlegającym dyskusji, że w czasie rewolucji amerykańskiej Polska „pożyczyła” Amerykanom dwóch generałów, Kazimierza Pułaskiego i Tadeusza Kościuszkę. Dzisiaj niektórzy zaczynają przebąkiwać, że nadszedł czas, żeby Ameryka spłaciła swoje długi. Ale skończmy z żartami. Chciałbym przypomnieć o mało znanym, ale podobno autentycznym fakcie, który ilustruje prawdziwy historyczny związek między Polską i Stanami. A że Stany są naszymi sąsiadami i największą potęgą światową powinno to zainteresować zarówno Kanadyjczyków, jak i kanadyjskich Polaków.
Zbliżał się koniec XVI. wieku kiedy w Anglii ukazała się książka opublikowana pod łacińskim tytułem „De optimo senatore” (O najlepszym senatorze). Królowa Elżbieta rozkazała książkę spalić. Nic dziwnego, skoro w Europie zapanował wśród panujących strach i ogólne zamieszanie, bo niektóre herezje proklamowane w książce były wyjątkowo ostre. Poniżej kilka przykładów: „Ogólna szczęśliwość społeczności mieści się w poszczególnych szczęśliwościach pojedyńczych podmiotów... Wszyscy obywatele rodzą się równi i mają te same prawa ...”. A potem jeszcze nawet coś gorszego: „Królowie są stworzeni nie dla siebie samych, ale dla dobra ich poddanych”. Wreszcie najgorsza i najbardziej szatańska myśl tego dzieła: „Czasami, naród sfrustrowany przez tyranię i nadmierną władzę swojego króla, bierze w swoje ręce niewątpliwe prawa do walki o wolność. Zwykle tego rodzaju walka toczy się w konspiracji, albo też w otwartej bitwie o zrzucenie jarzma i przejęcie sterów rządu w swoje ręce.
Drugie wydanie tej książki w Anglii spotkał taki sam los jak pierwsze, ale pojedyńcze egzemplarze dobrze ukryte doczekały lepszych czasów. Trzecia edycja przetłumaczona z łaciny na angielski przez Williama Oldiswortha trafiła na lepszy grunt. Siedemnastowieczna Anglia była krajem dojrzałym do liberalizacji. Kiedy w 1648 r. rodziła się w bólach rewolucja Cromwella, niektóre myśli wzięte z „Senatora” służyły jako podstawy moralne i jako oficjalna ideologia polityczna.
Popularność tego nowego trendu w historii spowodowała, że książka nareszcie dostała się do Nowej Anglii po drugiej stronie oceanu, gdzie jej idee wolnościowe stały się prowadzącym światłem dla kilku pokoleń. I wtedy stało się dokładnie tak, jak autor przewidział. Naród amerykański zdenerwowany tyranią angielskiego króla zrzucił jarzmo i wziął stery rządów w swoje ręce. To, co opisałem w żadnym wypadku nie ma intencji aby wskazywać palcem na Kanadę, która jak pamiętamy była założona przez brytyjskich lojalistów i usiłowała od dawna doprowadzić do pogodzenia się ze Stanami Zjednoczonymi. Wracając do naszej historii, książka w końcu miała duży wpływ na jednego z wielkich myślicieli tych czasów, Tomasza Jeffersona. W swoim liście do Jacka Madisona napisał, że nie było jego intencją tworzenie nowych idei lub sentymentów, które nie były jeszcze wyrażone przez kogokolwiek przed nim. To co napisał było prawdą, dlatego wiele myśli i sformułowań z „De optimo senatore” zostało wprowadzonych przez Jeffersona bezpośrednio do Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Kilka lat póżniej stały się podstawą dla drugiej konstytucji na świecie, naszej własnej Polskiej Konstytucji proklamowanej 3 maja 1791 r. Zatem dwie demokracje, amerykańska i europejska oparły swoje istnienie na tych samych szkołach myślenia, kując zręby przyszłości swoich narodów.
Ale to jeszcze nie koniec. Na początku pisałem, że książka pojawiła się w Anglii, tymczasem nigdy nie mówiłem skąd się wzięła. Czy ktoś chciałby na to pytanie odpowiedzieć? Moi Szanowni Czytelnicy prawidłowo domyślają się, że...tak jest!...Pochodzi z Polski! Jej autorem był Wawrzyniec Goślicki (Laurentius Grimaldus Goslicius), polski biskup i kanclerz królewski Rzeczypospolitej Polski. Urodzony niedaleko miasta Płock w 1533 roku, studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie i otrzymał doktorat z prawa kanonicznego w Rzymie. Właśnie tam w 1568 r. napisał tę książkę. W tym momencie mogę dodać, że tak jak Paul Harvey mówi „teraz znacie resztę historii”. Dlatego my Polacy mamy wszelkie powody do dumy. Nie tylko, że „pożyczyliśmy” Stanom Zjednoczonym dwóch generałów, ale również teorie naszego wielkiego myśliciela jak na owe czasy niezwykle odważne i wybiegające daleko w przyszłość, znalazły drogę do słownictwa Konstytucji Stanów Zjednoczonych i tej drugiej Konstytucji, bliższej naszym sercom w 1791 roku. Smutne, ale dla dobra prawdy historycznej powinno też być teraz dodane, że w 1578 r. Goślicki został ekskomunikowany za rozpowszechnianie tez jakie w owych czasach uważane były za rewolucyjne. Ale przecież pamiętamy, ze Galileusz wpadł w takie same sidła jeszcze wcześniej. To były czasy, kiedy jeszcze nikomu się nie śnił Sobór Watykański II. Nasza Konstytucja 3-majowa była owocem oświeceniowego myślenia Wawrzyńca Goślickiego i póżniejszych elit intelektualnych, które ośmieliły się działać i odważnie nawoływać do wprowadzania zmian, bo „nasz okręt tonie”.
Zawsze utrzymuję, że nasza Konstytucja przyszła za póżno, żeby ocalić państwo polskie pod koniec 18. wieku, ale można przyjąć twierdzenie, że na dłuższą metę zbawiła naród. Polski. Rezultatem tej proklamacji był nowy duch jedności wśród obywateli polskich. Ten duch towarzyszył póżniej Polakom podczas kolejnych okresów rozbiorów, trwał do Pierwszej Wojny Światowej i był światłem przewodnim dla idei niepodległości. Bez tego ducha nie byłoby żadnej siły kierującej powstaniami narodowymi, nie byłoby Legionów Pilsudskiego, nie odzyskalibyśmy niepodległości w 1918 roku.
Wielkość naszej Konstytucji jest w idei stworzenia państwa demokratycznego opartego na prawie, postępie i równości dla wszystkich obywateli oraz zapewnienie im wolności politycznej.
Niech Majowa Jutrzenka zawsze żyje w sercach wszystkich Polaków!
Opracowanie: Witold Liliental
Tłumaczenie z angielskiego E.B.